Jak człowiek coś publikuje w sieci należy się liczyć z innym zdaniem czytających.

O ile treść jest merytoryczna i nie zawiera drastycznych treści i wulgaryzmów, to po prostu akceptuję wypowiedzi innych przeglądających serwis, nawet gdyby były niepochlebne. Właściwie to potrzebne są właśnie te krytyczne wypowiedzi bym poprawiał serwis na przyjazny czytającym.
Generalnie mój blog promuje sklep z zegarkami  http://reloj.pl , ale nie jest z nim aż tak ściśle związany, bym nie pozwalał sobie tutaj na różne wycieczki.. Mogę, to mój blog :)
Ale czasem wiadomości , które dostaję mailem dobijają mnie po prostu 002-smieje-sie.
Otóż ostatnio napisał do mnie jeden z oburzonych „czytelników” w prawie drewnianych nakręcanych zegarów szafkowych zwanych popularnie Becker .  I napisał do mnie tak , cytuję :

Witam, jak już przypisał Pan nazwę Becker´a tym chińskim produktom, i zawalił wyszukiwarkę, to niech Pan chociaż poszerzy wachlarz produktów o zegary z wcześniejszej produkcji oraz przynajmniej kilka stojących, a także zmieni tarcze wzorując się na oryginałach. Szkła też były szlifowane, a nie malowane :) Słowo REPLIKA zobowiązuje !Ps: jeżeli brak Panu wzorów na kopiowanie, to mam sporo zdjęć oryg. Beckerów, które przywiozłem z Niemiec do Polski.”

Moja odpowiedź : ”

Szanowny Panie (tak podejrzewam) RG.
Widzę, ze jest Pan bardzo zbulwersowany tym co Pan zobaczył lub przeczytał u mnie.
Spieszę więc wyjaśnić Panu nieco z obecnej branży zegarkowej, w której siedzę od 17 już lat.
Po pierwsze
Nie ja nadałem tym zegarom nazwę BECKER. Tak się popularnie nazywa dokładnie ten model zegara na rynku i nic tego nie zmieni. Czy to prawdziwy BECKER czy nie. Wszyscy tak mówią. Chińczycy, importerzy, hurtownicy , sklepikarze i klienci. Jakkolwiek inaczej nazwie Pan ten zegar, nikt nie będzie wiedział o co chodzi. Nie będę się kopał z koniem.
Po drugie
nie zawaliłem  wyszukiwarki. Nie spamuję i działam w całkowitej zgodzie w wytycznymi GOOGLE. Jeśli by się Panu chciało wykupić serwer, opłacić domenę, zdobyć zdjęcia, pojechać do Świebodzic, odnaleźć jednego z większych znawców Beckerów , Pana Adama Mroziuka, wypytać go o to i owo, przeczytać mnóstwo materiałów i napisać o tym porządny artykuł to…..byłby Pan pierwszy w GOOGLE i nie zarzucał mi nieetycznego zachowania. Wiem, najlepiej skrytykować.
Po trzecie
Cena proszę Pana, CENA !!!! W tym kraju jest CCC Cena Czyni Cuda.!!!!Proszę bardzo!
Dostarczę Panu te zegary w świetnych szafkach z mechanizmami Kieninger i szlifowanymi szybkami. Cały kontener HICUBE. Jakieś 3000-4000 za sztukę. A Pan pomoże mi je sprzedać w takich ilościach w jakich importuje się tego chińczyka.  Będziemy obaj jeździć dobrymi , nowymi niemieckimi samochodami. Niestety jest jak jest i w cenie tej co na sklepie też jest problem , bo ponoć wysoka… paranoja.
Po czwarte
oczywiście , że chętnie oglądnę zdjęcia, które Pan ma. Nawet poproszę o możliwość ich publikacji na blogu, tak jak udostępnił mi zdjęcia Pan A. Mroziuk. Nawet dyrektora  fabryki ze Świebodzic przekonałem by mi pokazał milionowego Beckera i pozwolił zrobić zdjecia.
I tu porażka… byłem tak podekscytowany , że nie wziąłem karty pamięci do aparatu. Ale , mniejsza z tym.
Po piąte
Nie pracował Pan z pewnością z Chińczykami. Groch o ścianę.Może sobie Pan zamawiać co chce- i tak zawsze zrobią coś po swojemu. Ostatnio część zwykłych zegarów ściennych miała pofalowane tarcze. Po zwróceniu mailem uwagi (po angielsku- z tłumaczem,żeby nic nie pomylić) , że tarcze są wklejone pofalowane chińczycy entuzjastycznie odpowiedzieli, że od tej pory mogą tak wszystkie dostawy przygotowywać, jeśli tak się nam właśnie podoba… ręce opadają.
Po szóste
I tak mamy to z najlepszej chińskiej fabryki. Znakomita większość to drewno opałowe nie zegary.  N A P R A W D Ę !
The End
Niepotrzebnie się Pan na nas denerwuje, bo naprawdę staramy się wykonywać dobrą robotę czego właśnie skutkiem jest wysoka pozycja w Google.

No i wydawało mi się niepotrzebnie, że spokojna i rzeczowa odpowiedź naprowadzi rozmowę na właściwe tory, ale niestety przyszedł drugi mail od tego samego gościa, ale już z innego konta pocztowego. Cytuję :

“Witam serdecznie,
w założeniu nie miałem zamiaru atakować Pana, jestem porostu zbulwersowany zapożyczeniem nazwy - marki Gustav Becker i przypięcie jej do współczesnych wyrobów, dalece odbiegających od rzeczywistych i nie ma to znaczenia, kto ich produkuje i jakiej są jakości.
Fakt jest taki, ze Beckera nikt nie wskrzesi, stal się legendą  dla pokoleń i powinniśmy cieszyć się jego spuścizna, tym co jeszcze po nim pozostało, a nie bazować na jego popularności i produkować masowo pod kopie.
To zwykły chamski chwyt marketingowy i profanacja w jednym.
Dla mnie, tacy ludzie nie różnią się niczym od ludzi, którzy robią kasę na śmierci M. Jacksona, sprzedają Kossaka i Wyczółkowskiego po 200 złotych, czy od tych, którzy handlują markowymi ciuchami (made in China) na bazarach.
To nie ludzie nazwali te zegary “Beckery” jak Pan to tłumaczy, to Pan i inni przyczyniają się do tego, ze wkrótce, ktoś, kto będzie chciał zakupić w internecie oryginalny zegar Beckera, będzie musiał przebrnąć przez gąszcz bubli zanim odszuka coś, co go interesuje (o ile się przy tym nie zniechęci).
Byłoby lepiej, gdyby takim zegarom nadać odpowiednia dla ich stylu nazwę np: “zegar secesyjny - replika”, czy “zegar ścienny - wzór z lat 20 tych” itp. Możliwości jest mnóstwo, tylko po co i w imię czego?
Klient się  nie liczy, lepiej się sprzedają sprawdzone marki, swoją  drogą, ciekawe kiedy pojawią  się na rynku zegary LENZKIRCH, LFS, Hawina, Mauthe i inne po 300 zlotych za sztukę?
Powołuje się Pan na znawcę  tematu Pana A.Mroziuka - nie wątpię w jego wiedzę, ale, co ma wspólnego historia firmy GB z  chińskimi produktami?
Myślę, że ten Pan, a także dyrektor fabryki nie odkryli w Panu prawdziwego oblicza i chyba dobrze się stało, że zapomniał Pan karty pamięci, podejrzewam, ze w przeciwnym razie, już dziś istniała by możliwość kupna na Allegro “milionowego Beckera” za kilkaset złotych.

Ps: co do mojej osoby, nigdy nie miałem i nie mam kompleksu, aby jeździć dobrym niemieckim autem, wystarczy mi 5 letni Transit, którym przywożę z Niemiec prawdziwe, oryginalne i stare zegary. Przy okazji, odwiedzam muzea zegarów, kupuję  podręczniki, leksykony, kontaktuje się z ich autorami.
Sporządzam na swój sposób dokumentacje, robię opisy i zdjęcia, aby w przyszłości cały ten materiał opublikować. Trafi on do rąk pasjonatów i kolekcjonerów, a także (przed czy się nie ochronię) pseudo-miłośników, kopistów i amatorów szybkich pieniędzy.
Domenę tez posiadam i to całkowicie legalnie, służy ona do gromadzenia materialu i jest prywatna.

Treść tego listu możne Pan umieścić , gdzie tylko się Panu podoba, nawet na forum miłośników zegarów Beckera ;), jest taka - czytałem.
Pozdrawiam, życząc samych sukcesów.
Ryszard G.”

W tym momencie zakończyłem dyskusję, bo osobiste wycieczki Pana G. w moją stronę były już przegięciem. “nie miałem zamiaru atakować Pana” , a potem zarzuty o chamstwo i o chęć wzbogacenia się na czyjejś śmierci i kilka innych słów z ust tego Pana przesądziło o zakończeniu tej rozmowy.  Pan G. pewnie z rozkoszą sprowadził by tę rozmowę do swojego poziomu i pobił mnie doświadczeniem. Może i bym się tym tak naprawdę przejął , gdyby nie to, że …. Pan G. wścieka się tak naprawdę tylko o to, że nie jest pierwszy w Google ze swoim handlem zegarami Becker. I tak naprawdę nie chodzi mu o to,  że “reszta świata” zapożyczyła sobie nigdzie nie opatentowaną nazwę BECKER do określenia jednego z zegarów.

Tak naprawdę Panu G. chodzi o to, że jak wpisze się w wyszukiwarkę “zegary Becker” czy “Becker” to nie wyświetla się jego handel zegarami , tylko mój blog. I to go tak strasznie złości, że sobie pohandlować sobie nie może, może na Allegro, i pewnie nie ma namiarów. Ja posługuje się niepełnym nazwiskiem adwersarza bo i tak go nie podał. Nawet jakby mi podał , to i tak bym go tu nie umieścił, ale niestety nie poznam nazwiska “bezinteresownego” miłośnika zegarów Becker . Czyli chodzi o kasę, nie o dobre imię Beckera czy inne wielkie rzeczy.

Tak , tak biznes to walka jak już kiedyś wspomniałem. I nie brakuje w tej walce różnych ciosów a’la Gołota, choć w ostatniej walce z Adamkiem niczego takiego nie było :)